Agata Dąbrowska

Dieta przy SIBO. Co jeść, żeby zmniejszyć dolegliwości?

01.02.2019

Co to jest SIBO?

SIBO. Dziwnie brzmiąca, sugerująca jakieś tajemnicze stowarzyszenie nazwa, coraz częściej przewija się przez polski Internet. Co oznacza ten akronim? Rozwińmy:

S – Small

I – Intestinal

B – Bacterial

O – Overgrowth

Small intestine to jelito cienkie. Bacterial overgrowth to przerost bakterii. A zatem, używając nieco luźniejszego i z lekka pompatycznego polskiego tłumaczenia, możemy powiedzieć, że SIBO to zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim.

Co to za choroba? Dlaczego bakterie w jelicie winione są nagle za pakiet przykrych dolegliwości, skoro wszędzie trąbi się, że w jelitach pusto nie jest i bakterii powinno być tam całkiem sporo? Chodzi o dysbiozę, czy jeszcze coś innego?

Jeśli interesuje Cię temat SIBO, przeczytaj także artykuł lekarz Weroniki Walęcik-Kot

Zacznijmy od podstaw. Układ pokarmowy człowieka składa się z kilku narządów, z których część jest zgrupowana w przewód pokarmowy. Przewód pokarmowy to taka biegnąca od jamy ustnej aż po odbyt „rura” z różnymi przeszkodami w środku. Składają się na niego kolejno:

Jama ustna, która dzięki obecności zębów służy rozdrabnianiu pokarmów, następuje w niej wstępne trawienie węglowodanów, czyli substancji znajdujących się między innymi w kaszach, chlebie i owocach. Bakterie obecne w jamie ustnej mogą na przykład powodować próchnicę.

Przełyk, w którym dzięki ruchom robaczkowym kęs jest przesuwany ku dolnym partiom przewodu pokarmowego, za tym miejscem przepadają na przykład gronkowiec i paciorkowce.

Wpust żołądka, który stanowi pierwszą przeszkodę na drodze do szczęścia naszego kęsa pokarmowego, otwiera się i zamyka, nie dopuszczając do zarzucania kwaśnej treści żołądka do przełyku.

Żołądek to pierwszy poważniejszy bohater opowieści, dzięki któremu następuje wstępne trawienie białek. Dzięki specyficznej motoryce miesza wszystko, co do niego wpada, tworząc miazgę pokarmową. Jego kwaśne środowisko stanowi także czołową ochronę przed drobnoustrojami chorobotwórczymi, ale dla bakterii Helicobacter pylori takie warunki straszne nie są. W pewnych okolicznościach może być ona winowajcą wrzodów i stanów zapalnych błony śluzowej, a także innych objawów gastrycznych.

Odźwiernik żołądka to kolejna przeszkoda dla miazgi pokarmowej, to taki ochroniarz, który po trochu, według kolejki, wpuszcza wstępnie nadtrawiony pokarm do dwunastnicy, czyli początkowej części jelita cienkiego.

Jelito cienkie jest najdłuższą częścią przewodu pokarmowego. Dzięki kosmkom jelitowym wygrywa także konkurs na organ ludzki o największej powierzchni (z tym porównaniem jego metrów kwadratowych do kortu tenisowego, to nie żart!). Jak wyżej wspomniano - rozpoczyna się dwunastnicą, takim małym kawałkiem kiszki w kształcie litery C. Hipokrates określił jej długość na 12 palców, stąd pochodzi jej nazwa. W niej miazga pokarmowa łączy się z sokami trzustkowymi i wydzielaną przez wątrobę żółcią. W pozostałej części jelita cienkiego dominuje nacisk na dalsze trawienie składników pokarmowych za pomocą soków jelitowych oraz ich absorbcję do krwiobiegu i limfy. Bakterii w jelicie cienkim jest wciąż niezbyt wiele, ale im bliżej zastawki krętniczo-kątniczej, tym bardziej ich liczba wzrasta.

Zastawka krętniczo-kątnicza to granica między jelitem cienkim a grubym, zapobiega cofaniu się treści jelita grubego do jelita cienkiego.

Jelito grube odpowiada za reabsorbcję wody, elektrolitów i soli mineralnych, wszyscy niemal od przedszkola wiedzą, że to tu powstają także masy kałowe, aczkolwiek ostatnio swoją sławę zawdzięcza głównie temu, że stanowi de facto bakteryjne państwo w państwie. Tu znajdziemy już wszystko, co daje radę w nas żyć – wirusy, bakterie probiotyczne, komensalne, patogenne, pasożyty, grzyby, archeony… i znów im bliżej końca, tym więcej… aż do odbytnicy… Każdy z nas ma w sobie summa summarum nawet do 2 KILOGRAMÓW takich mikrobów, które stymulują nasz układ odpornościowy, wspomagają trawienie (np. poprzez fermentację błonnika), dbają o prawidłową strukturę nabłonka jelitowego (np. dostarczając kwasu masłowego, który stanowi pokarm dla enterocytów, czyli klocków, z których zbudowane jest jelito), produkują witaminy (np. B i K), ważna jest też sama ich obecność, ponieważ zajmują receptory, dzięki czemu nie ma już miejsca dla nadmiernej, szkodliwej dla nas liczby patogenów.

Koniec to odbytnica i odbyt – trzeba opisywać? ;)

Każdy z elementów przewodu pokarmowego jest ściśle przystosowany do swoich funkcji i jest w stanie znieść bez problemu tyle i takich mikroorganizmów, na ile został zaprogramowany przez naturę. Jeśli z jakichś powodów równowaga zostaje zachwiana – dochodzi do zakażenia, czyli pojawienia się mikroorganizmów tam, gdzie ich być nie powinno, lub pojawienia się takich, które mimo przystosowania danego miejsca do bytowania całego tego towarzystwa, w tym konkretnym miejscu będą przynosić szkodę i powodować objawy. Takim zakażeniem jest właśnie SIBO.

Układ pokarmowy człowieka

UKŁAD POKARMOWY CZŁOWIEKA – ZDJĘCIE (pochodzi z wikipedii) 1 – dwunastnica, 2 – jelito cienkie, 3 – żołądek, 4 – jelito grube, 5 – jelito cienkie 

Skąd się bierze SIBO?

No to już wiemy, że SIBO nadmiar bakterii w jelicie cienkim. Wbrew obiegowym opiniom wcale nie jest tak, że są to w większości patogeny, które na skutek zaburzonej motoryki jelit przybyły z jelita grubego. Zazwyczaj są to nasze bakterie probiotyczne oraz baterie z jamy ustnej, a także niekiedy archeony i grzyby, które namnażają się w jelicie cienkim, bo nic ich nie spycha w dół. Dzieje się tak najczęściej dlatego, że wędrujący kompleks mioelektryczny zostaje zniszczony, albo działa nieprawidłowo (np. na skutek chorób autoimmunologicznych, zakażeń czy nadużywania leków obniżających stężenie kwasu żołądkowego). Wędrujący kompleks mioelektryczny to przechodząca przez jelita fala, która pojawia się po zakończeniu trawienia i mająca na celu posprzątanie (czyli właśnie zepchnięcie w dół) niedotrawionych resztek poposiłkowych. Działa trochę jak prąd rzeczny, który niesie rzucony na wodę listek aż do ujścia. Ale kiedy na rzeczce postawimy tamę i tę falę zablokujemy lub ograniczymy jej możliwości, powstanie bagno… i tym właśnie bagnem jest SIBO. Innymi przyczynami powstania takiego bagna mogą być zaburzenia odporności oraz przeszkody fizyczne, takie jak na przykład zrosty pooperacyjne.

Radośnie rezydujące w rzeczonym bagnie mikroorganizmy łapią, co tylko wpadnie (a wpada całkiem sporo) i metabolizują całe mnóstwo jeszcze nie wchłoniętych składników pokarmowych, a nie tylko resztki, jakby to robiły w jelicie grubym. Tym sposobem one dostają mnóstwo smakołyków, których pozbawiani jesteśmy my, a trawiąc je produkują metabolity. Są nimi przede wszystkim wodór, metan i siarkowodór. Jeśli duże ilości tych gazów znajdą się w de facto nieprzystosowanym do tego jelicie cienkim, o którym cały czas mowa, pojawią się objawy. W zależności od tego, którego gazu powstanie najwięcej, takie będą dolegliwości.

Po czym możesz przypuszczać, że masz SIBO?

Kiedy możesz podejrzewać u siebie SIBO? Przede wszystkim wtedy, kiedy lekarz postawi diagnozę zespołu jelita drażliwego. Okazuje się bowiem, że nawet ponad 80% zostawianych samym sobie przypadków popularnego IBS-u, to właśnie SIBO.

Objawami, które powinny skłonić Cię do refleksji w temacie SIBO są zatem przede wszystkim dolegliwości przypisywane najczęściej zespołowi jelita drażliwego. Czyli w skrócie – brzuch koniecznie chce Ci coś powiedzieć, ale Twój osobisty tłumacz w postaci lekarza zazwyczaj mówi: „Eee, coś mamrocze, ale nic ważnego, damy tabletkę na płynność wypowiedzi”...

A konkretnie? Są przede wszystkim zauważalna zmiana rytmu wypróżnień – pojawiają się biegunki, zaparcia bądź jedno i drugie. Zmienia się konsystencja stolca, stolce przestają być regularne. Zaczyna towarzyszyć im natychmiastowa potrzeba wypróżnienia, wzdęcia, gazy i wzdęcia bez gazów. Po wizycie w toalecie czujesz ulgę… ale do czasu. Zazwyczaj do czasu spożycia kolejnego posiłku, po którym podbrzusze znów rośnie. Czasem też boli żołądek i czujemy jakby zaleganie. Krótko potem możemy odczuć zakończone „rewolucją” przelewania czy bulgotania.

Jednym z bardziej charakterystycznych objawów jest także to, że często budzisz się rano z płaskim brzuchem, a pod koniec dnia wygląda on jak balon, który aż się prosi, żeby przekłuć go szpilką. Poza tym objawy są skorelowane z posiłkami – nie jesz, jesteś „płaski”. Jesz – przestajesz być „płaski”, a jak to mówią członkowie Grupy SIBO na Facebooku (na którą Cię serdecznie zapraszam) „kupa się psuje”.

Ponieważ jelito to według naukowców nasz „drugi mózg”, powstają w nim neuroprzekaźniki, wpływa na pracę hormonów, tarczycy, stawów i na wiele innych funkcji organizmu, to jeśli coś się z nim dzieje, bardzo szybko odbija się to na całym organizmie. Tym sposobem do objawów SIBO możemy zaliczyć również depresję, nerwicę, uczucie ciągłego zmęczenia, brak koncentracji, stany obniżonego nastroju, problemy hormonalne, fibromialgię, bóle głowy, bole stawów, astmę, trądzik czy wysypki.

Nie musisz mieć wszystkich tych objawów. Wystarczy kilka, niekiedy nawet jeden. Ale, jak widzisz, mogą też pojawić się też dolegliwości, których nie zinterpretujesz z marszu jako przejaw SIBO, a okaże się, że u Ciebie poszło w pakiecie... Ale grunt, że jest to coś, co nie pozwala Ci normalnie funkcjonować.

Jak zdiagnozować SIBO?

Jak zbadać, czy to, co nas dotyka, to faktycznie SIBO? Są różne metody, teoretycznie będące złotym standardem. Tylko jakie ma to dla nas znaczenie, skoro i tak nie są dostępne? Dostępne są za to całkiem sensowne, choć nie idealne, testy oddechowe, badające obecność wodoru i metanu w wydychanym powietrzu. Polegają na dmuchaniu do specjalnego balonika po wypiciu roztworu laktulozy (raz dmuchasz przed wypiciem ;) ). Balonik jest przykładany do odpowiedniego urządzenia, które kontroluje zawartość wymienionych gazów w badanej próbce oddechu, a także dzięki tak zwanej kontroli CO2, czyli dwutlenku węgla, ocenia, czy jest ona miarodajna. Badanie trwa 180 minut z pomiarami co 20 minut. Szukaj badania, które wykonywane jest aparatem Quintron Breathtracker SC. To jedyne dostępne w Polsce urządzenie z rzeczoną korektą CO2.

Ważne jest to, że do badania należy odpowiednio się przygotować, jeden lub dwa dni stosując dietę opartą głównie na mięsie i ryżu (szczegóły otrzymasz przed badaniem). Należy również odczekać około półtora miesiąca od antybiotykoterapii lub kolonoskopii, a kilka-kilkanaście dni przed testem odstawić probiotyki i ewentualnie inne suplementy. Leków nie wolno odstawiać samodzielnie!

Wynik otrzymujemy w formie wykresu i tabelki z liczbami. Metan jest dodatni, gdy wynik w dowolnej minucie testu wynosi 10 i więcej (bez względu na obecność zaparć w wywiadzie) lub 3 i więcej (z obecnością zaparć w wywiadzie). Z wodorem sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ do wartości jaką otrzymasz w pierwszym wydechu, oddawanym jeszcze przed wypiciem laktulozy, należy dodać 20 ppm (parts per milion, czyli jednostek, w których podawany jest wynik testu). Jeśli przed 120 minutą testu którykolwiek pomiar pokaże więcej niż liczba, która wyszła Ci z powyższego równania, wówczas praktycznie na pewno masz SIBO. Ale nawet jeśli wodór skoczy i już w pierwszej godzinie testu wiesz, że w zasadzie pozamiatane, nie kończ badania przed czasem! Późniejsze pomiary również są niezwykle ważną informacją dla prowadzącego Cię profesjonalisty.

Jeśli nie ogarniasz, nie przejmuj się ;) Po zakończeniu testu otrzymujesz wstępną interpretację zgodną z kryteriami oceny wyniku testu, niekiedy osoby przeprowadzające test są w stanie uchylić rąbka tajemnicy już w trakcie jego trwania. Jednak pamiętaj, że wynik ZAWSZE należy ostatecznie interpretować w oparciu o Twoje objawy i historię choroby.

Mam SIBO. I co dalej?

No więc masz SIBO i pytasz: co teraz?! Idź do lekarza. Mówię całkowicie poważnie. Niestety wśród pacjentów, zwłaszcza tych, którzy raz czy dwa razy się sparzyli i teraz sami szukają informacji w Internecie, lekarz stoi na czele tych, których zamierzają omijać szerokim łukiem. Ale to nie jest dobra droga. SIBO to zakażenie. Mogą towarzyszyć mu inne zakażenia grzybicze, czy pasożytnicze… Możesz mieć silne niedobory witamin albo dzieje się z Tobą coś, co uniemożliwia Ci przyjmowanie niektórych leków. I tylko lekarz będzie w stanie ustawić Ci terapię tak, żeby była dla Ciebie najbardziej bezpieczna i jednocześnie tak skuteczna, jak to tylko możliwe. Szukaj specjalisty, który specjalizuje się w danej jednostce chorobowej. Będzie on miał odpowiednią wiedzę i doświadczenie, które pozwoli mu zając się Tobą z należytą uwagą.

W oparciu o terapię ustaloną przez lekarza możesz przyjmować suplementy, które wspomogą leczenie (np. zioła antybakteryjne), wspomogą odbudowę motoryki (prokinetyki), wyściółki jelitowej i mikrobiomu, a także wesprą przywracanie równowagi organizmu. Dobierać je powinien profesjonalista zawsze w oparciu o szczegółową analizę danego przypadku.

Pozostaje odwieczne pytanie zwolenników leczenia naturalnego – czy antybiotyk jest konieczny? Nie zawsze. W niektórych przypadkach pomaga fitoterapia, w innych sam prokinetyk, a w jeszcze innych leczenie przyczyny. Ale wszystko zależy od stanu Twojego organizmu i tego, z czym jeszcze się zmagasz.

Co można jeść, gdy ma się SIBO?

Coraz bardziej popularne staje się także radzenie sobie z różnorakimi dolegliwościami za pomocą diety, zatem zupełnie naturalnie brzmi pytanie: czy SIBO da się wyleczyć z pomocą zmian w sposobie żywienia? Ale tu odpowiedź może zaskoczyć – jest to mało prawdopodobne, ponieważ dieta nie trafia w przyczynę przerostu. Jest tylko działaniem objawowym, które przynosi często spektakularne, ale niestety nietrwałe efekty. Z tego też względu może stanowić przyczynek do autodiagnozy: jeśli po wprowadzeniu diety nastąpi duża poprawa – jest duża szansa, że przyczyną problemu faktycznie może być SIBO.

Ale. Skoro dieta nie wyleczy SIBO, to po co w ogóle zawracać sobie nią głowę? Ponieważ pomimo tego, że sama w sobie niewiele pomoże, to jest absolutnie niezbędnym ELEMENTEM właściwie przeprowadzonego leczenia. Wówczas pozwala na poprawę stanu jelit i odżywienie całego organizmu, pomaga zapobiec nawrotom oraz kolokwialnie mówiąc dobija resztki przerostu.

Niech będzie. Mam być na diecie to będę. Więc co to za dieta? Otóż cały czas obracamy się wokół skomponowanej przez australijskich naukowców diety Low FODMAP i wszystkich innych diet o nią opartych. Heh… kolejny tajemniczy skrót… rozwińmy:

F – Fermentable (Fermentujące)

O – Oligosaccharides (oligosacharydy)

D – Disaccharides (disacharydy)

M – Monosaccharides (monosacharydy)

A – And (i)

P – Polyols (poliole).

Low to nisko. Czyli w wolnym tłumaczeniu dieta Low FODMAP to dieta o niskiej zawartości fermentujących oligosacharydów, disacharydów, monosacharydów i polioli, czyli substratów, które bakterie mogą wykorzystać do produkcji metabolitów.

Na czym polega ten sposób żywienia? Na eliminacji produktów, które zawierają duże ilości wspomnianych substancji, a potem ponownym ich wprowadzeniu, według opracowanego przez naukowców schematu. Warto z marszu podkreślić, że Low nie znaczy No, czyli jest to dieta o NISKIEJ zawartości tych substancji, a nie ich całkowicie pozbawiona.

Czyli które produkty muszę wyeliminować? Możesz to sprawdzić na przykład w aplikacji Low FODMAP Monash University. Proste? Proste. Ściągasz aplikację, czytasz… i nie wiesz, co masz jeść. Śmieciowe jedzenie śmieciowym jedzeniem. Żeby omijać knajpy z „szybkim żarciem”, wie każde dziecko. Ale żeby nie jeść chleba żytniego na zakwasie? Śliwek? Awokado? Szpinaku? Czosnku? Buraków? Więcej niż 2-3 łyżek mleka kokosowego? Nawet orzechów??! Zaraz, zaraz… ale za to można pić niektóre alkohole…?

Ano właśnie. Jest to dieta stosunkowo uboga, niedoborowa i eliminuje wiele potencjalnie prozdrowotnych produktów. Łatwo się pogubić w jej bilansowaniu, celu i czasie trwania. W żadnym razie nie jest bowiem sposobem żywienia, który można stosować przewlekle, ponieważ substancje, których należy unikać, stanowią pokarm dla naszych bakterii probiotycznych znajdujących się przede wszystkim w jelicie grubym. Głodzimy wprawdzie przerost (i o to nam chodzi), ale musimy też pamiętać o wartościowym mikrobiomie na tyle, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Dlatego co za dużo, to niezdrowo.

Podczas stosowania diety low FODMAP mogą spotkać Cię też różnorakie niespodzianki. Na przykład produkty, które większość osób z SIBO będzie dobrze tolerować, u Ciebie mogą powodować objawy. Ponadto produkty, teoretycznie niskofermentujące, mogą Ci szkodzić z zupełnie innych przyczyn (na przykład alergii czy nietolerancji histaminy). Co gorsza bywa, że zupa zjedzona wczoraj na świeżo, dziś już nie jest ok, ale tylko dla Ciebie. Pozostali domownicy na nic się nie skarżą. To samo było tydzień temu w przypadku risotto. Dlaczego?! Ponieważ gdy ryż i ziemniaki w zupie stygną, zawarta w nich skrobia przekształca się w skrobię oporną, będącą doskonałym pokarmem dla bakterii. I tym sposobem potrawa przestaje odpowiadać Twoim aktualnym zapotrzebowaniom. Dlatego tak ważna jest edukacja i samoobserwacja oraz dieta, która jest maksymalnie zbilansowana i skomponowana indywidualnie z uwzględnieniem wszystkich Twoich potrzeb.

Czy SIBO da się skutecznie wyleczyć?

Pytanie częste, odpowiedź oczywista, choć wielu zaprzecza. TAK! Oczywiście, że da się skutecznie wyleczyć SIBO. Ale jeśli problem narastał stopniowo to warunkiem jest potraktowanie go jako silnego sygnału ostrzegawczego, że nasz organizm jest w kompletnej nierównowadze, oraz przyznanie się samemu przed sobą, że „teraz to już naprawdę trzeba się za siebie wziąć”.

 „Wzięcie się za siebie” w przypadku SIBO pojmowanego jako taką czerwoną lampkę, oznacza przede wszystkim szersze spojrzenie na swój organizm i nie kończenie na wizycie u pierwszego lepszego lekarza.

Niezbędna będzie zazwyczaj seria wizyt w zależności od przypadku - począwszy od kontaktu z dobrym gastroenterologiem i dietoterapeutą, poprzez konsultacje u innych specjalistów, takich jak na przykład fizjoterapeuta, osteopata, reumatolog czy stomatolog (taaak, rozwalony mikrobiom jamy ustnej i stany zapalne przyzębia potrafią położyć najzdrowszego), aż po odwiedzenie tych profesjonalistów, którzy pomogą nam ustalić przyczynę stanu naszych jelit, na przykład reumatologa, czy endokrynologa, bo jakże często przyczyną SIBO jest na przykład choroba tarczycy!

Często ważnym elementem leczenia okazuje się odwiedzenie psychiatry i psychologa. I nie chodzi o to, że wszystko siedzi w psychice, ale lecz się pan na nogi, bo na głowę już za późno ;). Czasem trzeba dobrać leki, żeby zniwelować silne stany depresyjne czy nerwicowe, które tak często towarzyszą chorym. To pomaga w zebraniu energii na pracę nad swoim zdrowiem i podejmowanie wyzwań związanych ze zmianami w stylu życia. Te same leki często przepisywane są również w celu poprawy perystaltyki. A psycholog? Psycholog pomoże nam radzić sobie ze stresem powodowanym chorobą. Może też pomóc przepracować przeszłą traumę lub towarzyszący nam od dłuższego czasu przewlekły stres.

A co z pacjentami, którzy „prowadzą się dobrze”, a jednak dopadła ich „jelitówka” i nie mogą dojść do siebie? Ich problem jest najczęściej spowodowany reakcją autoimmunologiczną w obrębie jelit (organizm atakując patogen, „niechcący” zaatakował też białka przewodzące wyżej opisany wędrujący kompleks mioelektryczny). W takich przypadkach SIBO niestety faktycznie może być znacznie trudniejsze do wyleczenia i manifestować się nawrotami… Jednak to nie jest tak, że „Co pan zrobisz? Nic nie zrobisz…”. Tacy pacjenci również powinni o siebie zadbać. Także powinni być pod opieką odpowiednich specjalistów, dostarczać niezbędnych witamin i minerałów, nie doprowadzać do spadku formy fizycznej, a także badać się regularnie i, jeśli to jest wskazanie, leczyć się cyklicznie, a w najcięższych przypadkach przyjmować leki obniżające stany zapalne i tonujące układ odpornościowy.

Ale bez względu na powód pojawienia się SIBO, na jego siłę niszczenia czy ilość nawrotów, najbardziej istotnym jest, żeby nie poddawać się i szukać różnorakich rozwiązań oraz reagować na bieżące potrzeby fizyczne i psychiczne :)

 

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2890937/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3099351/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24406476

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15316000

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26780631

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3752184/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26636484

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/29794732

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4056127/

 

 

 Agata Dąbrowska
Dietoterapeutka

Agata Dąbrowska

Dietoterapeutka, autorka bloga Naczynia Połączone (naczyniapolaczone.pl). W pracy zawodowej skupia się na pomocy osobom dotkniętym różnego rodzaju problemami jelitowymi, między innymi przerostem bakteryjnym w jelicie cienkim (SIBO), zespołem jelita drażliwego, dysbiozą, celiakią, wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego, mikroskopowymi zapaleniami jelit czy chorobą Leśniowskiego-Crohna. Ważnym elementem jej pracy jest spersonalizowane podejście do każdego przypadku w oparciu o Evidence Based Medicine, traktowanie pacjenta jako całość w myśl idei „naczyń połączonych”, a także współpraca interdyscyplinarna. W centrum jej zainteresowań jest przerost bakteryjny w jelicie cienkim oraz jego związek z funkcjonowaniem całego organizmu, a także oddziaływania mikroorganizmów jelitowych na układ pokarmowy, odpornościowy i nerwowy.

Powrót do listy wpisów

Spróbuj Małpiej Kuchni!

Bez zobowiązań.
Możesz anulować, kiedy chcesz.

Cena od 55 BNC za dzień